Hello, good morning, how You do?


What makes your rising sun so new?
I could use a fresh beginning too
All of my regrets are nothing new



Nie pytaj mnie o jutro | niedziela, 31 maja 2009 17:30:57
Ja się pytam co się stało z moimi komentarzami! Człowieka nie ma przez pół roku, a tu się robi totalny bajzel.
Maaaasakra, wszystko trzeba zmienić na tym blogu. Zaczynając od szablonu. Szybko. Koniecznie.

Niestety na razie mam sesję, mnóstwo problemów, szczątkową migrenę i niekorzystny biometr, także zajmę się tym kiedyś, a teraz wracam do Domu Cudów, bo on jeden mnie rozumie.

Znów karma taka sama

Nie mam czasu, by kochać,
nie mam czasu, by żyć,
nie mam siły, by wierzyć,
za dużo kawy, by śnić,
nie mam kasy, by leżeć,
nie mam wiary, by być,
nie mam głowy do krzyżówek
[i wers którego nie umiem rozszyfrować]


dziękuję za uwagę, może tu wrócę.
komentarze [1]
dolce


Notka napisana chyba 2 miesiące temu. | sobota, 10 stycznia 2009 10:59:48
Tylko że mylog głupi i złośliwy zrobił sobie wakacje. I nie wiem czy jest aktualna w sumie, ale ją wkleję, bo mó blog jest porzucony i w ogóle smutek i tęsknota.
Jest jakiś sens wskrzeszania bloga, który umarł i dla autorki i dla czytelników? Być może nie ma, ale za dużo w życiu jest rzeczy bezsensownych, żeby się tym nagle zacząć przejmować. Wstęp jak zwykle wyszedł mi „gibki i inteligentny”, więc nie będzie stanowił kontrastu do następnych akapitów;-).
Tak, moi Drodzy. Jestem studentką. Co więcej: jestem studentką Wydziału Architektury Politechniki Krakowskiej. A nawet: jestem studentką Wydziału Architektury Politechniki Krakowskiej na kierunku Architektura i Urbanistyka. Haha. Brzmi nieźle, co? Nie czuję się z tym ani dorosła, ani szczególnie fajna, ale można zawsze poudawać, że tak jest, nie? :-) Bo jest fajnie, naprawdę jest. Tworzymy modele, rysujemy różne fajne rzeczy, wymyślamy projekty i robimy mnóstwo ciekawych rzeczy, ale moimi faworytami są zdecydowanie Techniki Komputerowe w Projektowaniu i Budownictwo. Z akcentem na to drugie. I niech mi ktoś teraz powie, że sympatia do przedmiotu nie zależy od prowadzącego. Jestem zmęczona i niewyspana, ale myślę, że dam radę. Ja bym nie dała? ;-)
I właściwie jest to jedna, z co najmniej kilku sytuacji, gdzie tak bardzo odczuwam, jak konsekwentnie i bezkompromisowo rzeczywistość nie daje się dopasować do naszych założeń, planów i marzeń. Czasem przez pół życia robimy wszystko w imię jakiegoś celu, tylko po to, żeby się potem przekonać, że wcale tego nie chcemy. Albo, że się po prostu nie da, że to nie ma sensu i do niczego nie prowadzi. I nie, nie mówię tutaj o studiach. I tak sobie myślę, że tak właśnie skonstruowane jest całe życie. Że ciągle nam się coś rozsypuje, a my znowu próbujemy te fragmenty poskładać w całość. Jakąkolwiek. Byle by miała sens. Chyba za dużo razy słuchałam ‘Angie’ Stonesów.
Gdyby choć raz było za dobrze, to z pewnością cały wszechświat by wybuchł. Albo wklęsłby się do środka.


Sławne cytaty:
Z cyklu mądrości wykładowe: „wydychuje powietrze”; „cień pada zawsze do połowy fryzu”
Z cyklu mądrości sklepikowe „bułka ze serem”
Z cyklu mądrości Słodkiej: „łape zawiasa” i wiele innych.

komentarze [0]
dolce


| piątek, 12 września 2008 18:31:25
bla bla
komentarze [1]
dolce


Bardzo kreatywna notka | czwartek, 24 lipica 2008 14:33:55
Po ostatniej, wybitnie kreatywnej notce postanowiłam napisać coś nowego nieco szybciej. Zwłaszcza, ze od niedawna mam prawdziwe wakacje (takie ze spaniem do 12 i aktywnością dzienną ograniczoną do przewracania się na łóżku. Niestety bez drinków z palemkami i wachlujących mnie murzynów na jakiejś egzotycznej wyspie- to jest do dopracowania). Tworzę na nowo definicję lenistwa, która na szczęście chyba jeszcze długo nie będzie pełna. Z planów ‘co zrobię po maturze’, które potem ewoluowały w ‘co zrobię po egzaminach’ a następnie w ‘co zrobię, jak już się dostane na studia’, zostało niewiele. Chociaż, gdyby wziąć pod uwagę treningi, czytanie książek, spotkania towarzyskie i snucie planów na przyszłość, to bilans jest całkiem niezły. Gdyby dodać ilość godzin przesiedzianych na naszej-klasie, to w ogóle rewelacja, ale to było by już nadużycie :P
Coraz częściej przekonuje się, że ludzie są przezabawni. Jak mawia moja siostra „psychologia ma wielką przyszłość”. Jest co obserwować: od ulicznych psychoanaliz do przekonania busiarzy, że dogadać się można z absolutnie każdym, pod warunkiem, że mówi się wolno i wyraźnie. Język nie ma znaczenia.


Dzień później….(no bo…musiałam wyjść z psem na spacer, po czym okazało się, że czasu już nie mam na nic, a zwłaszcza na pisanie notek, więc kontynuuje po krótkiej przerwie. To przynajmniej jako tako wytłumaczy nagłą zmianę wątku. Właściwie…to czemu ja się tłumaczę? Tak jakby zazwyczaj moje notki były składne i logiczne /haha/)

Siedzę sama w domu. To kolejny z tych dni, które są przeznaczone w całości do przespania. Rodzice są na wakacjach, siostry w pracy a ja przez te parę dni odkryłam kilka rzeczy. Na przykład to, ze dużo mniej rzeczy niż myślałam, robi się samo. Odkryłam też maratony seriali dla nastolatków na mtv i zespół wezeer. Odkryłam też, że łatwo być optymistą. Wystarczy powiedzieć sobie, że wszystko będzie dobrze i nie słuchać tego kogoś, kto siedzi w głowie i powtarza bez przerwy: „no chyba, że będzie źle”.

komentarze [2]
dolce


Weezer. Island in the Sun. | piątek, 11 lipica 2008 22:53:55
hip hip
hip hip
hip hip
hip hip

When you’re on a holiday
You can’t find the words to say
All the things that come to you
And I wanna feel it too

On an island in the sun
We’ll be playing and having fun
And it makes me feel so fine
I can’t control my brain

hip hip
hip hip

When you’re on a golden sea
You don’t need no memory
Just a place to call your own
As we drift into the zone

On an island in the sun
We’ll be playing and having fun
And it makes me feel so fine
I can’t control my brain

We’ll run away together
We’ll spend some time forever
We’ll never feel bad anymore

hip hip
hip hip
hip hip

On an island in the sun
We’ll be playing and having fun
And it makes me feel so fine
I can’t control my brain

We’ll run away together
We’ll spend some time forever
We’ll never feel bad anymore


Bo jest...bosko! ;-)
komentarze [0]
dolce


Teraz możemy już tylko wygrać, przegrać albo zremisować. | piątek, 27 czerwca 2008 18:20:12
Piję wściekle gorące kakao. Jest w nim coś, co idealnie oddaje mój stan ducha. I owszem, zdecydowanie koncentruje się to na słowie ‘wściekle’. Jest mi niedobrze, gdy pomyślę o przyszłym tygodniu. Piję kakao i zastanawiam się ile razy będę musiała jeszcze próbować włączyć gadu, żeby wreszcie się uruchomiło.
Układanie scenariuszy na przyszłość to ciężka robota, zwłaszcza jeśli rozciągają się między Totalnym Kataklizmem a Spełnieniem Marzeń. I tu ewidentnie zaczyna się rozstrój emocjonalny. Skończy się zapewne u siostry w gabinecie.
Niemiły ścisk w żołądku jest jednostką autorytarną. Wśród miliona spraw ważniejszych i mniej ważnych, tych smutniejszych i dużo radośniejszych trzyma się twardo na pierwszym miejscu jak filtr przez który muszą przedrzeć się wszystkie inne uczucia. Zdecydowanie nic przyjemnego.
Całe szczęście, że czas ma to wszystko w głębokim poważaniu i za tydzień będzie już mniej –więcej po wszystkim.

komentarze [2]
dolce


Kambek | wtorek, 20 maja 2008 16:53:31
Pewnie już nikt tu nie wchodzi (oprócz fanatyków takich jak Anika), ale to nic. Czuję się w obowiązku powrócić do pisania, bo już po maturach. Z drugiej strony nie wiem czy to nie będzie ostatnia notka. Lenistwo po długotrwałym i intensywnym zapieprzu intelektualnym jest zwielokrotnione. Szkoda tylko, że nie mogę sobie na nie pozwolić: prześladuje mnie wizja rysowania 10 h dziennie przez 2 tygodnie. I nie, nie będzie to sama przyjemność- teraz już czuję, że nie mam siły. Żeby wzbudzić większą litość, mogę dodać, że cała (noo prawie) klasa jedzie się obijać do Koszarawy, podczas gdy ja będę wymiotować sześcianami. Cudnie. No i co? Tyle. I tak było za nudno.
komentarze [4]
dolce


"Blog porzucony" | piątek, 21 marca 2008 14:28:15
Wcale nie porzuciłam bloga, tylko mam maturę! No zero zrozumienia.
komentarze [4]
dolce


„ostatni dzień- zarazem pierwszy dzień reszty życia mojego” | poniedziałek, 28 stycznia 2008 20:03:33
Matko, jaka jestem zmięta. Albo jeszcze nie przeszłam do trybu feryjnego, albo w tym roku taki tryb w ogóle mnie nie czeka. A biorąc pod uwagę moje plany na najbliższy czas- raczej to drugie. Jak głosiły opisy co poniektórych „najlepiej śpi się w godzinach 9-13” tudzież „fajni ludzie mają wolny czas w piątki miedzy 16 a 20”. Otóż ku wielkiej, wrednej radości Wadowskiego i Lecha mam plener rysunkowy i codziennie umierając, wstaje o godzinie 8, 4 godziny rysuje (czasem większość czasu zajmuje mi myślenie – ach to projektowanie :] ), a potem idę na wykład z historii sztuki. Zaczynam się nieco stresować tym, że dotychczas określenie ‘chodzę na wykłady’ jest najmocniejszym, jakiego mogę użyć w tej materii. Jak jeszcze ktoś mnie zapyta, w jakim stanie jest moja prezentacja maturalna, to pogryzę. Jeszcze 100 dni.
Przechodząc płynnie do tematu studniówki- była. Było fajnie. Nogi bolały.

A teraz żeby przeżyć piję kawę, słucham Kultu, patrzę się tępo w ekran komputera, piję czekoladę, mówię sobie, że maturę można zdawać co roku. I powiem Wam, że całkiem pomaga.

Ostatnio zaniedbuje bloga, bo moje lenistwo osiąga szczyty, wmawiam sobie, że nie mam czasu i najważniejsze- nie mam siły się wywnętrzać w „notkach”. A ostatnio niestety za dużo jest materiału na ‘szczere rozmowy’, a za mało na ‘pieprzenie bez sensu w internecie’.


Z serii Refleksje Na Zakończenie: jestem złym człowiekiem, ale Tarnawski też, więc czuję się pocieszona.

komentarze [2]
dolce


Szopka, szopka i po świętach. | niedziela, 6 stycznia 2008 14:13:35
Czym więcej się w życiu dzieje, tym mniej ma człowiek ochotę na pisanie czegokolwiek na blogu. To tak okrutnie nie dorasta do intensywności życia. Jednak ostatnio zrobiło się nudniej, a poza tym czuję się w pewnym stopniu winna nieaktualności moich wpisów. No to może po kolei.

1. Szopka. Dla mnie największym sukcesem jest, że wszyscy wyszli z niej mniej lub bardziej żywi. Osobiście ciężko jest mi sobie przypomnieć, kiedy czułam się tak wymięta jak przed Świętami. Generalnie zapieprz z przyspieszeniem. Pylica w piwnicach, porażka na cenzurze, próby 9-19 codziennie, zbieranie ochrzanu od Orkisza, opieprzanie innych, nerwy, nerwy, nerwy, próba generalna (ha ha ha). No i 6 przedstawień. ”Stara rura”, buziaki od dyrektora. I wielka satysfakcja. Gratulacje i niegratulacje i ta najcudowniejsza w świecie atmosfera, gdy stoi się na scenie w czasie piosenki końcowej. Chociaż nadal jestem zdania (takiego jak w zeszłym roku): „nigdy więcej szopki”, to i tak wiem, że za 10 miesięcy pojawię się w auli szkolnej. Szkoda tylko, że już nikogo nie nauczę żadnej choreografii. A może … :)

2. Święta! Minęły prawie tak szybko jak szopka. Zdecydowane lenistwo+ rysowanie garnków+ poszopkowe party+ nasza-klasa.pl. Kto by pomyślał, ze mam zamiar w tym roku zdawać maturę. Sylwestrowe prawie-szaleństwo, czyli dokładnie to, na co miałam ochotę. Spotkanie dwóch rekinów gadulstwa zakończyło się 19-to godzinnym plotkowaniem, przerywanym na picie i jedzenie. Na wiele rzeczy można spojrzeć inaczej po czymś takim. Na przykłąd kremówki: można skutecznie obalić teorię, że są bezwględnie fanastyczne. A pzrecież wydawało się to niemożliwe ;-) No i obejrzałyśmy też Blair Witch- pisk był dokładnie taki, jakiego można było się spodziewać po pięciu dziewczynach. Z tym, ze bałam się tylko ja i Gorzat ;-)

3. Studniówka? Taaaaak, zapowiada się impreza życia ;]


[W tym miejscu miał być jeszcze jeden akapit. Co najmniej.]


„Kiedy myślisz, że gorzej już być nie może, zacznij się walić deską po nodze. Zobaczysz jaką poczujesz ulgę gdy przestaniesz.” Forrest Gump

komentarze [5]
dolce


L4 | środa, 28 listopada 2007 09:10:51
Nowodworczycy uzależniają się od kawy szybciej niż palacze od nikotyny. Niestety, ta szkoła jest szkodliwa dla zdrowia. W związku z tym mam przerwę w funkcjonowaniu od piątku. Generalnie „wymiękłam”. Oprócz wszystkich mało przyjemnych objawów przeziębienia jest całkiem w porządku: nie ma mnie dla szkoły, dla szopki ani dla treningów. Wszyscy jakoś sobie radzą, a ja w zamian dostałam psa goniącego za kotem. Uczuleniogennny puszek okruszek, kuźwa. Mogą się tak gonić dopóki nie zeżrą mi rysunków, potem nie będzie litości.
Wzięłam wolne od wymyślania mądrych słów i używania skomplikowanych terminologii. Jakoś nie czuje się w obowiązku udowadniać na okrągło, że jestem taka jak się wszystkim wydaje. Może nie jestem, na pewno nie jestem, przede wszystkim dlatego, że każdemu wydaje się co innego. Musicie się rozczarować moim funkcjonowaniem poniżej waszej kreski oczekiwań. Później ja się rozczaruje sobą, kilkoma innymi osobami (dla równowagi) i na końcu waszym rozczarowaniem. Nabiorę więcej dystansu i rozpocznę serię buntowniczych pytań, na które odpowiedź jest jasna i oczywista i pewnie dlatego są wystarczająco buntownicze.
Nie będę brała za wszystko odpowiedzialności. Nie będę rozwiązywała wszystkich niejasnych sytuacji. Trudno, raz sam to możesz zrobić.
Ja zajmę się przeżywaniem własnych porażek. Wyszłam z wprawy i naprawdę ciężko mi to idzie.

komentarze [3]
dolce


Slavik forever! | sobota, 3 listopada 2007 21:10:25
28.10, sala w kopalni w Wieliczce i jedyny w swoim rodzaju, absolutnie cudowny i zachwycający pokaz dwóch par mistrzowskich: Mirko Gozzoli&Alessi Betti i (uwaga, fanfary i wszystkie takie bajery:D ) Slavika Kryklyvyy &Eleny. Slavik, choć może jeszcze o tym nie wspominałam, jest moim największym idolem tanecznym od dawna i nigdy bym się nie spodziewała, że zobaczę go na żywo. Dlatego, gdy dowiedziałam się, że ma pokaz na turnieju Salt Cup, byłam wniebowzięta. Nigdy bym nie przegapiła takiej okazji.
Do Wieliczki pojechałyśmy razem z Alą, a już długo wcześniej nasze rozmowy wyglądały tak: ja:”wiesz co?” Ala”…Slavik za dwa tygodnie!!!!”. Normalnie wariatki ;-) Ale było się na co cieszyć. Nie będę tu wszystkiego opisywać, ale powiem tylko, ze takiej energii, uczucia i bezbłędnej techniki nigdy wcześniej nie widziałam w tańcu. Wszystko było magiczne i gdy na końcu organizatorzy podziękowali publiczności i powiedzieli „dobranoc”, nie mogłam sobie odpuścić próby zrobienia wspólnego zdjęcia ze Slavikiem. I wiecie co? Udało się! :D Mam zdjęcie z wicemistrzem świata, którego oglądałam maniakalnie na youtubie :D Owszem, możecie mnie nazwać świrem. Już dawno nic mnie aż tak nie ucieszyło. I teraz, podobnie jak po szopce albo po wakacjach na Sycylii następuje powolny i bolesny powrót do rzeczywistości. Nazwałabym to zamułą poslavikową.
Postaram się to wszystko przemienić w inspiracje do tańca. Już nawet trochę się udaje. Ostatecznie nie mam pojęcia, w jaki sposób potrafiła bym bez tego żyć. I ktokolwiek cokolwiek by o tym pomyślał, gdybym musiała odpowiedzieć jednym słowem na pytanie „kim jesteś?” powiedziałabym” „tancerką”.


komentarze [6]
dolce


PO castingu ;] | poniedziałek, 22 października 2007 22:24:40
A dzisiaj był casting do szopki. Co oznacza że minął już rok okrągły jak rondo Gorzatowego melonika. Z szeregowego „zamiatacza” awansowałam na /hohoho/ reżyserkę scenografii. I będzie super, chociaż już nie tak jak w tamtym roku, co odkrywczą myślą nie jest, ale ciągle kołacze mi się w podświadomości. Jak to mówią: pierwsze doświadczenie zawsze jest najcenniejsze i najbardziej zmienia człowieka. A może tak nie mówią ;-) Ale sądzę, że tak jest. Jak sobie myślę, że jeszcze rok temu nie znałam tych ludzi, których dzisiaj znam, to aż się głupio robi. No i cóż- do pracy rodacy. Skoro się już od kilku tygodni przeobrażam w ‘tytana pracy’ tudzież przodownika, powinnam się czuć jak ryba w wodzie.
I to, że szopka i kasztany występują w jesieni nie zmienia faktu, że ta pora roku działa na mnie dość depresyjno- przymulaście. Do tego stopnia, że ostatnio wysunęłam wielce mobilizujący wniosek, że i tak nic co zaplanuje, mi się nie uda. Brzmi to na tyle żałośnie, że nawet nie podejmuje się rozwijania tematu. Zawsze można się rzucić w wir zajeć ze skutkiem lepszym lub gorszym ;-)
Z wniosków przełomowych niczym wczorajsze wybory: moją naiwnością mogłabym obdzielić małe państwo. Oczywiście, przecież zwykłe zaproszenie na 18 nic nie znaczy. Czy normalnemu człowiekowi przyszłoby do głowy rozważanie jakiś podtekstów/aluzji? I kurde no wszystko by było ok, ale nie kiedy do gry wchodzi tak pechowy zbieg okoliczności, jaki tylko u mnie może się zdarzyć, sytuacja zamienia się w czarną komedię. Z akcentem na czarną.


Ze wszystkich dostępnych na świecie cech charakteru musiałam dostać te najbardziej pokrzywione.
No, ale przynajmniej głosowałam na PO.

komentarze [3]
dolce


Za dużo kawy, za mało wiary | niedziela, 23 września 2007 14:48:01
Niestety nigdy nie byłam na tyle racjonalna, żeby przestać narzekać i wziąć się do roboty, ani na tyle beztroska, żeby umieć odpuścić.
Czekam aż ktoś mi powie kilka przykrych snów, kogoś z serii ludzi, którym wszystko uchodzi na sucho.
I tak będę hodować w sobie nieustannie myśl, że jestem szczęśliwa. Może nikt mi nie zarzuci, że sama tworzę sobie problemy. Wszystko się da pogodzić i przy odrobinie wysiłku można zapomnieć, że świeczka się krzywo pali i wcale nie pachnie różą, że jest już po północy, a ja dopiero zaczęłam robić angielski.


Przecież nie wszyscy wrócili we wrześniu do szkoły.

komentarze [4]
dolce


Klasa maturalna? | poniedziałek, 17 września 2007 18:50:51
„Isia wypowiada do Chochoła 6 kwestii, co stanowi 12 wersów, 47 wyrazów i 77 sylab.

12 z 47 wyrazów to wyrazy dźwiękonaśladowcze, 3 z nich to odmiana rzeczownika chochoł. Wszystkie zdania to zdania wykrzyknikowe.

7 z 47 słów wypowiedzianych przez Isię, to w powszechnym rozumowaniu wyrazy obraźliwe…”
Czyli radosna twórczość Kaśka na PP. No i stwierdzony przez nią fakt, że druga grupa z angielskiego przychodzi do szkoły średnio na 8.22
Ja z kolei na polskim obliczyłam, że mamy 43,(3)% lekcji w Sali nr 42.


Tak, dobrze się bawimy :P I jak widać matematyka zdominowała nasze mózgi, mimo ciągłej fascynacji Chochołem.;-)

komentarze [4]
dolce






Szablony wykonał: Htsz, pobrano z: Szablony.Blogowicz, powered by Blog, pomoce blogowe